
Prezes Stefan Kosiewski w Konsulacie Generalnym RP w Köln. Dot.: działania w strukturze Ministerstwa Sprawiedliwości RP zorganizowanej grupy złoczyńców; Pogrom Antypolski w Tomaszowie Maz. w lipcu 2008 r. tu: wniosek o przekazanie do prokuratury sprawy ujawnienia tajemnicy państwowej przez gen. Mariana Janickiego, szefa Biura Ochrony Rządu oraz o anulowanie na wniosek Ministra Sprawiedliwości wyroku wydanego z rażącym naruszeniem prawa przez Sąd Rejonowy w Tomaszowie Mazowieckim 1.8.2008 r.
Chip RFID, lokalizacja zabitych BOR-owców w Smoleńsku sowa
Szanowny Panie Ministrze,
generał Marian Janicki, szef Biura Ochrony Rządu - według jego własnych słów - był w szoku i dlatego zapewne popełnił przestępstwo ujawnienia tajemnicy państwowej w związku z jego wypowiedzią zawierającą niedwuznaczną informację o tym, że wszystkich, lub prawie wszystkich funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu zabitych 10 kwietnia 2010 r. w Smoleńsku i zmasakrowanych na miazgę jak cała reszta uczestników tragicznej wycieczki Lecha Kaczyńskiego do Katynia, mającej zainaugurować jego prywatną kampanię wyborczą, zlokalizowano niezwłocznie na miejscu oraz poukładano bezbłędnie w trumnach dzięki wszytym pod skórę czipom RFID aktywowanym z zewnątrz za pomocą urządzeń emitujących promienie rentgenowskie (w odróżnieniu od działających na baterie i fale radiowe czipów GPS), które rząd RFN wprowadza do dowodów osobistych wydawanych od 1 listopada br.
http://pl.gloria.tv/?media=104616
W związku z powyższym wnoszę o odwołanie gen. Janickiego ze stanowiska szefa Biura Ochrony Rządu i skierowanie sprawy do prokuratury.
Gdyby zaś Pan Minister ustalił, że informacja udostępniona przez gen. Janickiego w telewizji nie była tajemnicą państwową, to zgodnie z Ustawą o dostępie do informacji publicznej zapytuję, dlaczego nie odnaleziono w Smoleńsku wszystkich czipów RFID wszczepionych zabitym w katastrofie samolotowej oficerom polskim?
Proszę także o wyjaśnienie, czy funkcjonariusze Straży Granicznej, Straży Pożarnej i Policji w Polsce też mają - wzorem funkcjonariuszy BOR - pozaszywane pod skórą czipy RFID umożliwiające zlokalizowanie ich za życia i po śmierci w dowolnym miejscu na kuli ziemskiej o każdej porze dnia i nocy? Czy dane lokalizacyjne policjantów RP nagrywane są i przechowywane na nośnikach podlegających kontroli organów państwowych RP i czy możliwe jest ustalenie lokalizacji poszczególnych funkcjonariuszy Komendy Powiatowej Policji w Tomaszowie Mazowieckim w dniu 8 lipca 2008 r. oraz ustalenie ich uczestnictwa w Antypolskim Pogromie przy ul. Granicznej, którego ofiarą padła m.in. moja osoba?
Wyjaśniam, że o Pogromie Antypolskim dokonanym latem 2008 r. w Tomaszowie Maz. przez zorganizowaną grupę przestępców o żydowskich nazwiskach informowałem odwołanego Ministra Sprawiedliwości o żydowskim nazwisku Czuma.
Pismem z 25 listopada 2009 r. ( w zał. Stefan-kosiewsk-do-minister-sprawiedliwosci-krzysztof-kwiatkowski-20091125) informowałem także osobiście Pana Ministra o przestępczej działalności urzędnika Ministerstwa Sprawiedliwości, pani mgr Marta Migalska, która ukryła przed Panem Ministrem otrzymaną informację o działaniu zorganizowanej, żydowskiej bandy w strukturach MS, MSWiA oraz Policji na przykładzie Tomaszowa Mazowieckiego, Województwa Łódzkiego i Stolicy.
W wyniku wspomnianego Pogromu Antypolskiego zostałem zaocznie skazany 1 sierpnia 2008 r. wyrokiem Sądu Rejonowego w Tomaszowie Mazowieckim a wyrok ten wydany został przy rażącym naruszeniu prawa i tylko Pan Minister jest uprawniony wystąpić z wnioskiem o unieważnienie tego bezprawnego wyroku kapturowego sądu żydowskich złoczyńców.
W moich pismach do Pana Ministra (Stefan-kosiewski-do-minister-sprawiedliwosci-krzysztof-kwiatkowski-20091015) zabiegałem o anulowanie tego bezprawia dokonanego w Polsce na mojej osobie. Ponawiam dzisiaj mój wniosek, a na dowód dobrej woli załączam nast. wyjaśnienie, dotyczące niedawnej wizyty Pana Ministra w Instytucie Ekspertyz Sądowych.
Moim zdaniem w Instytucie tym padł Pan Minister ofiarą antypolskiej prowokacji, której celem było odwrócenie uwagi opinii publicznej w Polsce od osoby Jarosława Kaczyńskiego, jego rozmowy z bratem Lechem Kaczyńskim przez telefon satelitarny i od ostatecznych ustaleń w sprawie winnego spowodowania katastrofy samolotowej w Smoleńsku. Tak zwani specjaliści, dla których Pan Minister zawiózł dodatkowe 200 tys. złotych z budżetu państwa, zastawili na Pana Ministra zasadzkę wpuszczając Pana w maliny dziecinnego odsłuchiwania spotęgowanych szumów i podpowiadając Panu błędnie, że był to hałas słyszany przez pilotów w kabinie samolotu Tu 154.
Tymczasem każde dziecko może potencjometrem dowolnie wzmocnić dźwięki zarejestrowane przy pomocy mikrofonu zainstalowanego w każdym miejscu samolotu, ale żadne dziecko nie powie publicznie w telewizji, że jest to hałas, który mieli w uszach piloci tupolewa!
Bo był to hałas odebrany przez mikrofon i zarejestrowany przez czarną skrzynkę, który można było przecież dowolnie wzmacniać w amplifikatorni i w słuchawkach, które miał Pan założone na uszy przez operatorów, którym powinien Pan teraz przejechać się po premii za próbę ośmieszenia autorytetu związanego ze stanowiskiem publicznym Ministra Sprawiedliwości RP, a nie dawać im dodatkowych pieniędzy na zmarnowanie.
Twierdzenie rzecznika rządu, pana ministra Grasia, że nie ustrzegł się Pan Minister "błędu", czy też "niepotrzebnej wpadki" i że czeka Pana Ministra trudna rozmowa z premierem, wydaje się być w świetle dokonanych powyżej ustaleń bezzasadne, jak bezprawny jest wyrok z 1 sierpnia 2008 r., który orzeczony został w Tomaszowie Mazowieckim w stosunku do mojej osoby.
Zabiegając raz jeszcze o anulowanie tego bezprawnego wyroku zapewniam, że nie ukradłem dzieciom żadnej piłki Firmy Korona do gry w piłkę nożną, za co mnie zaocznie skazano nie dając najmniejszej szansy obrony, lecz że padłem ofiarą kryptosyjonistycznych prześladowań rasistowskich i politycznych w związku z prowadzoną przeze mnie działalnością dziennikarską i polityczną o charakterze Narodowym.
W marcu 1978 r. zostałem skazany przez Sąd w Sosnowcu za rzekome pobicie oficera Służby Bezpieczeństwa i studentki, ale wtedy odbyła się przynajmniej publicznie rozprawa, na której mogłem głośno powiedzieć, że kopać w piersi to może to ich uczą w Służbie Bezpieczeństwa, ale ja się uczę pisania wierszy na studiach i nie prosiłem w ostatnim słowie o nic, tylko o zdjęcie ze mnie zarzutu działania z pobudek chuligańskich. Ukarano mnie wtedy ale i zdjęto wtedy ten krzywdzący mnie wysoce zarzut.
Nie mieszkam w Tomaszowie, jak fałszywie podał do sądu policjant o żydowskim nazwisku Mela, żeby móc mnie zaocznie skazać w 2008 roku, czyli bezkarnie prześladować w Polsce Polaka ze względów rasistowskich i politycznych, lecz żyję od 28 lat jako emigrant polityczny i azylant w Niemczech, zaś w piłkę nie gram, bo nie pozwala mi na to stan zdrowia, gdyż jestem 57-letnim rencistą, inwalidą.
Z szacunkiem
Stefan Kosiewski
Polnisches Kulturzentrum e.V.
Postfach 800626
65906 Frankfurt
http://polonia.blox.pl
patrz:
http://tinyurl.com/kwiatkowski1
do wiadomości: MSWiA, Kancelaria Prezydenta RP http://tinyurl.com/kwiatkowski2 Audio ›
...do Ministra Sprawiedliwosci Krzysztofa Kwiatkowskiego, …
sowa
Stefan Kosiewski do Ministra Sprawiedliwosci …
http://pl.gloria.tv/?media=104639
CHIP. Oni wstrzykują nam te czipy... Stefan Kosiewski: Pamiętnik Starego Obiekta
Pamiętnik Starego Obiekta
dodał: sowa, data publikacji: 21-10-2010
prawda, cała prawda i nie tylko prawda
-
21-10-2010
Oni wstrzykują nam te czipy...
Zaledwie przeczytałem dzisiaj przed południem informację w internecie o ogłoszeniu Rosjanki Julii Awdiejewej zwyciężczynią w XVI Konkursie Chopinowskim a już rozdzwonił się telefon i głosem starszego Niemca (tak gdzieś około 70) zapytano mnie o numer Konsulatu RP w Köln.
10:55
CHIP. Oni wstrzykują nam te czipy... sowa
- Nie znam na pamięć - odpowiedziałem, to jest Leyboldstrasse 74, ale konsulat zajmuje się udzielaniem pomocy obywatelom polskim, a pan mówi po niemiecku; czy mógłbym panu może w czymś pomóc?
- W Polsce zakończył się teraz Turniej Chopinowski i będzie Koncert Laureatów a ja chciałbym go obejrzeć - wyjaśnił rozmówca.
- Czy pan dzwoni z Frankfurtu i chce jechać do Warszawy, zapytałem?
- Dzwonię z Frankfurtu i chciałbym obejrzeć ten koncert w telewizji; jak to się nazywa, "Kultura"?
- Ma pan możliwość odbierania tego kanału?
- Tak mam.
- To proszę nacisnąć wideotext i przejrzeć program.
- Próbowałem - tłumaczył strapiony meloman, lecz kiedy nacisnę, to pokazują się różne rzeczy: pasmo, itd, ale nie ma programu.
Nie mogłem rzecz jasna widzieć, kto i po co naciska z drugiej strony, więc ubogaciłem rozmowę o rzeczowe wyjaśnienie: - Konsulat zajmuje się udzielaniem pomocy obywatelom polskim, lecz Ambasada w Berlinie ma Wydział Kulturalny; może oni panu pomogą?
- A czy zna pan numer do Ambasady?
- Niestety, nie znam na pamięć. Ale może informacja telefoniczna zna?
Rozmówca podziękował mi uprzejmie i tak skończyła się ta przygoda.
Zaś wczoraj rozdzwonił się telefon, kiedy tylko wszedłem w internecie na stronę z informacją o chorym chyba umysłowo człowieku, który myślał, że w Biurze Poselskim zastanie jakiegoś Posła i wtargnął w związku z tym do biura europosła Janusza Wojciechowskiego, żeby się zamachnąć na posła Jarosława Kaczyńskiego, brata Lecha Kaczyńskiego, który zamachnął się nad Smoleńskiem na siebie zgodnie z rolą odegraną przez Jerzego Radziwiłłowicza w edukacyjnym filmie Wajdy "Człowiek z marmuru", gdzie murarza tak na UB skołowało, że samokrytycznie
przyznał się nie bity do tego, że tak się umówił z kolegą, że jeden zamachnie się na drugiego i dlatego podrzucił mu tę rozgrzaną do czerwonego cegłę.
Wczoraj odezwała się starsza kobieta po niemiecku. - Czy pani mówi po polsku, zapytałem? Bo zaczęła mówić nieskładnie i bez jakiegokolwiek akcentu.
- Tak, ja wysłałam do pana list?
- A jak godność pani?
- Tak i tak.
- To potwierdzam, otrzymałem ten list.
- Dziękuję panu, że pan potwierdza, bo jak tylko komuś powiem, że mnie trują, to nikt nie chce ze mną rozmawiać.
- Bo nie należy zaczynać od tego, że oni panią trują - wyjaśniłem, lecz należy mówić lekarzowi o objawach.
- Mnie dusi w gardle ta trucizna; gazy mi wpuszczają i w uchu mi wszczepili coś, ja ciągle to słyszę.
- Oni pani powiedzą, że to jest tinitus, psychosomatyczne bóle, których istnienia medycyna nie jest w stanie stwierdzić - orzekłem zgodnie z powszechnie powtarzaną prawdą.
- A tak, lekarz tak powiedział.
- Proszę pani, ja chciałbym pani pomóc, bo jestem życzliwy dla pani, proszę iść do innego lekarza; może pani przecież zmienić lekarza. Proszę jednak nie zaczynać od tego, że oni pani gdzieś wszczepili czipa, a pani to rozpoznała, bo nikt pani nie uwierzy. Bo proszę pani, kiedy oni wszczepiają czipy to nie po to, żeby zainteresowany mógł je odkrywać i poznawać, że czip siedzi w uchu, albo w gardle. Oni pani mogli tego czipa zaszyć w łokieć.
- A skąd pan wie? zapytała znagła strwożona kobieta.
- Nie wiem, gdzie pani wszczepili; mogli w nogę.
- Acha, mogli w nogę, od spodu, przyznała ściszonym głosem.
Nie wiem, skąd wiedziała, że przed tygodniem spotkałem w sklepie inną kobietę, której nie widziałem od lat a ta mi się rozpłakała w łokieć, że ma raka w stopie, czerniak złośliwy. Wrócił się po trzech latach od operacji przeprowadzonej w Klinice Uniwersyteckiej. Zrobiło mi się przykro, odezwało się we mnie współczucie. Wysłuchiwałem przed laty o kłopotach rodzinnych tej nieszczęsnej kobiety.
- Moja mama zmarła niedawno na raka - powiedziałem. Miała 83 lata. A ile pani ma lat? zapytałem chcąc ją pocieszyć.
- 77, odparła.
- Nie wygląda pani na tyle; co pani robi, że tak dobrze wygląda? spytałem.
- Jeżdżę na rowerze, odparła. - Bo wie pan, jak nie mogłam chodzić po operacji, to kupiłam sobie rower i zaczęłam jeździć.
- No i bardzo dobrze: nie wolno się poddawać, człowiek musi być aktywny. A w medycynie cuda się zdarzają; nie trzeba być zlej myśli. Teraz, kiedy już pani poznała prawdę o chorobie, to przecież już nic pani nie zaskoczy gorszego. A żyć trzeba i trzeba wierzyć. Będę się za panią dziś modlił - zapewniłem, bo inaczej nie potrafię przecież pomóc.
- Kobieta uśmiechnęła się serdecznie i powiedziała cicho: dziękuję.
Nie wiem, kto jutro zadzwoni i z jaką sprawą, kiedy tylko wejdę do internetu.... Teraz ktoś dzwoni. - Halo. Dzień dobry, tak to ja..., ale wczoraj rozmawialiśmy i ta rozmowa została zakończona. Proszę pani, pani jest ograniczona automatem, a ja jestem ograniczony innymi moimi sprawami. A nie, prosze pani. Ja skończyłem z panią rozmowę. Ja nie widzę możliwości do pani jechać, pomagać pani na miejscu. A przez telefon nie możemy rozmawiać całymi godzinami, dniami. No, to dziękuję pani. Wszystkiego dobrego.Nie wiem, kto jutro zadzwoni i z jaką sprawą, kiedy tylko wejdę do internetu, ale to nic. - Nie trzeba się tym wszystkim przejmować, poradziłem wczoraj kobiecie; oni zakładają podsłuchy, podglądają komputery, ma pani w mieszkaniu osiem kamer.
- Osiem?
- To Orwell napisał, taki pisarz, nie trzeba się tym przejmować. Nie wolno brać sobie do serca. Oni wstrzykują nam te czipy, bo taki jest ich zawód.
http://pl.gloria.tv/?media=104823
http://insilesia.pl/blogi/post/83/52/CHIP
Unsinn nonsens
poniedziałek, 25 października 2010
Tusk bezradny wobec puczu gen. Janajewa z BOR-u?
Janusz Wojciechowski oficjalny blog polityczny
" 4. Jest jeszcze jedno pytanie, którego nikt dotychczas nie stawia. Jacek Kurski i Leszek Miller przyjęli ochronę BOR-u, Zbigniew Ziobro się zastanawia.
Ja też się zastanawiam, z jakiego powodu ta ochrona? Przecież nie napadnięto ani biura Kurskiego, ani biura Ziobry, tylko akurat moje.
Kurski to twardy facet, w niejednym boju zaprawiony. Nie zapytam go, dlaczego przyjął ochronę, bo to są sprawy nie do rozmowy. Przyjął, znaczy ma powody do obaw o własne życie.
Ale przed kim ta obawa? Chyba nie przed Ryszardem C., który siedzi w więzieniu i zapewne nie wyjdzie z niego długo. Dlaczego zatem szef BOR zasugerował ochronę Kurskiemu i Ziobrze?
Ryszasrd C. nie działał sam? Był uczestnikiem spisku? Ktoś pozostający na wolności chce jeszcze zabijać polityków PiS-u? Chyba tak, bo jeśli nie, to po co ta ochrona?
To dlaczego drwi się ze słów Witolda Waszczykowskiego - nie zabijajcie nas?..."
SOWA
25.10.2010
Czy gen. Marian Janicki, szef Biura Ochrony Rządu nie wie o tym, że europoseł Zbigniew Ziobro oprócz ok. 20 tys. euro miesięcznej pensji i diety na wyżywienie 300 euro dziennie dostaje jeszcze 10 tys. euro miesięcznie, to jest 40 tys. złotych miesięcznie na czynsz w Krakowie, prąd, wodę, dostęp do internetu oraz wszelkie inne osobiste usługi, tzn.: fryzjer, pedikir, ochroniarz, tirówka, ew. asystent dochodzący inaczej?
Dlaczego gen. Janicki wyrzuca w błoto państwowe pieniądze uzbierane z podatków płaconych przez bezrobotnych Polaków przy zakupie chleba naszego powszedniego i namawia na siłę ludzi zatrudnionych na co dzień w Brukseli do bezpłatnego korzystania w Polsce z usług Biura Ochrony Rządu, chociaż osoby te nie wchodzą w skład rządu, do którego ochrony służbowo zobowiązany jest gen. Marian Janicki a ustawowo cały BOR?
Czy gen. Janicki chce, żeby prywatne firmy ochroniarskie byłych ubowców zdechły z głodu? Czy też może prywaciarze i mafia ochraniają w Polsce rząd Donalda Tuska, który nie umie sobie dać rady z tzw. puczystami Janajewa zmarłego ostatecznie na raka 24 września 2010 r.? http://www.oneview.de/url/126835840/
KONSERWATYSTA Bóg, Honor, Ojczyzna. Ojcowizna otwarta na świat - od 1999 jako biuletyn Konserwatysta Małopolski ISSN 1773-3946 Tagi: chip czip reakcja , czas na normalność Link
25.10.2011
http://sowa-magazyn.blogspot.com/2011/10/czy-bor-odpowie-za-nieodpowiedzialnego.html



2012 ©